Artykuł

Nowa Dyrektywa w sprawie jakości wody. Nadzieje i obawy. Część 1.

Nowa Dyrektywa w sprawie jakości wody. Nadzieje i obawy. Część 1.

Jest! Stało się!!

Już oficjalnie przyszła na świat Dyrektywa, którą opatrzono imieniem, a raczej symbolem: 2020/2184.

Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej sprawili nam wszystkim taki prezent pod choinkę! 23 grudnia 2020, bardzo wcześnie rano – a może nawet w nocy, ukazała się od dawna zapowiadana nowa Dyrektywa w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Datowana jest na 16 grudnia 2020, bo wtedy uznano oficjalnie wyniki głosowania Parlamentu Europejskiego z poprzedniego dnia, który mówiąc kolokwialnie „klepnął tekst” w drugim czytaniu. W zasadzie sprawa była już przesądzona 23 października 2020, kiedy to Rada zaakceptowała brzmienie nowej Dyrektywy, ale jak to się mówi – nie należało zapeszać. W związku z powyższym niniejszy akt ustawodawczy wchodzi w życie, zgodnie z wszelkimi prawidłami unijnej legislacji, 20 dni po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, czyli 12 stycznia 2021 roku.

Tło historyczne

Było to bardzo dawno temu, bo 3 listopada 1998 roku, kiedy tekstowi Dyrektywy Rady Unii Europejskiej oznaczonej symbolem 98/83/WE nadano oficjalnie ostateczny kształt. Od tamtej pory przyzwyczailiśmy się już do niej. Należy oczywiście uściślić, że w Polsce przyzwyczailiśmy się nieco później, bo po akcesji do Unii Europejskiej i dostosowaniu naszego prawodawstwa do unijnych wymagań. Zresztą nie chodzi tutaj właściwie o samo przyzwyczajenie, ale o to, że nasze akty prawne oparte są właśnie na tym dokumencie. Nieważne, że od 1998 roku zmieniały nam się kilkakrotnie (2000, 2002, 2007, 2010, 2015, 2017) nasze krajowe rozporządzenia dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia. Zresztą duża część tych zmian również była pochodną zmieniającej się Dyrektywy 98/83/WE. A tymczasem przez te ponad dwadzieścia lat, mówiąc kolokwialnie, świat poszedł mocno do przodu. I nasza wiedza w stosunku tamtych czasów jest już na zupełnie innym poziomie. Przykład? Proszę bardzo: mniej więcej od początku lat dwutysięcznych, w kontekście zanieczyszczeń wody, zaczynają do nas dochodzić naukowe doniesienia o tak zwanych Emerging Contaminants (lub bardziej po naszemu: ece esy – od EC’s). Jest to dosyć zróżnicowana grupa związków chemicznych wykrywanych w wodzie w różnych miejscach globu, o których wcześniej nie wiedzieliśmy, że tam są, ponieważ nie mieliśmy odpowiednich narzędzi analitycznych, aby je wykryć i oznaczyć. Proszę pamiętać, że mówimy tutaj o stężeniach rzędu mikrogramów i nanogramów na litr! I tak oto dowiadujemy się o coraz to nowszych, nowopojawiających się zanieczyszczeniach (bo tak najczęściej te substancje nazywamy po polsku), które najprawdopodobniej mają wpływ nie tylko na ekosystemy wodne, ale też na nasze zdrowie. Oczywiście nie trzeba dodawać, że nie jest to bynajmniej wpływ pozytywny. Zresztą bardziej na wyobraźnię działa inny przykład: pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (czyli wtedy, kiedy wchodziła w życie wspomniana Dyrektywa) mieliśmy w bazach danych zarejestrowanych kilkanaście milionów różnych substancji chemicznych. Wydaje się, że to dużo, ale aktualnie mamy ich już ponad 170 milionów (opierając się na danych zawartych w rejestrach CAS)! Mając na uwadze między innymi to, co powyżej napisano, w 2017 Europejskie Biuro WHO przeprowadziło wnikliwy przegląd zarówno parametrów, jak i przyporządkowanych im wartościom parametrycznym. Analiza ta miała na celu sprawdzenie czy w świetle postępu naukowo-technicznego należy uaktualnić wymagania poczciwej już Dyrektywy 98/83/WE. Wniosków z tego „riserczu” można się było domyśleć: listę parametrów należy rozszerzyć.

Oprócz tego należy pamiętać, że w 2013 miała miejsce pierwsza i jak do tej pory jedyna skuteczna inicjatywa obywatelska w historii Unii Europejskiej sygnowana hasłem Right2Water, dzięki której zebrano ponad 1,5 miliona podpisów i tym samym poprzez Komisję Europejską i Parlament Europejski temat ten trafił w objęcia dyrektywy w sprawie jakości wody. Można powiedzieć, że od 2015 roku sprawa nowelizacji 98/83/WE ruszyła z kopyta, choć z punktu widzenia osób śledzących temat, mówiąc delikatnie, sprawy nie szły zbyt dynamicznie. Europa jest dosyć zróżnicowanym terytorium pod kątem wypracowania jednolitego podejścia do danego tematu i dlatego w grę zaczęły wchodzić różne lokalne, czy narodowe interesy, dyskusje, lobbingi i przepychanki. Oczywiście tematem wiodącym najczęściej były koszty wdrażania nowych ram prawnych. Potem, kiedy sprawa praktycznie dobiegała do mety, nadszedł „Covid” i znów wszystko się opóźniło…

Right2water czyli co?

W niniejszym wpisie skupimy się na wspomnianej już inicjatywie Right2Water i konsekwencjami wplecenia jej przesłania do tekstu nowej Dyrektywy, a następnym razem przeanalizujemy pozostałe nowinki, którymi uraczył nas ten dokument.

Na początku należy poruszyć stary dylemat: Czy woda, szczególnie ta przeznaczona do spożycia, jest po prostu towarem jak inne? Czy podlega podstawowym prawom rynku? Wiele osób podziela to twierdzenie. Niektórzy idą dalej i wiążą temat cen wody z akcjami spółek, spekulacjami i indeksami giełdowymi, postrzegając wodę przez pryzmat tych samych zasad, którym podlega na przykład handel ropą naftową czy złotem. Inni z kolei przyjmują całkowicie przeciwne stanowisko twierdząc, że nie można wartości wody mierzyć rynkowymi parametrami, ponieważ jest to dobro całej ludzkości, czy też poszczególnych państw lub regionów. Dobro o które należy dbać w sposób nierynkowy, a co za tym idzie, nie można wodą tak po prostu handlować, a jej ceny nie mogą być nie ani podstawą do spekulacji, ani w ogóle nie mogą podlegać podstawowym prawom podaży i popytu, ponieważ nie tylko warunkują przetrwanie społeczeństw i cywilizacji lecz są także powiązane z aspektami zdrowotnymi. Dlaczego jednak mamy się tym dylematem zajmować w kontekście nowej Dyrektywy? Z tego powodu, że inicjatywa Right2Water wznosi się niejako ponad ten spór i akcentuje fakt, że zdrowa i czysta woda (i dostęp do niej) nie jest ani towarem, ani dobrem, tylko jest jednym z podstawowych praw człowieka. Odzwierciedleniem tego jest Artykuł 16 Dyrektywy poświęcony dostępowi do wody przeznaczonej do spożycia. Artykuł ten podejmuje trzy zagadnienia tego tematu: Dostęp do wody dla osób (grup) wrażliwych i zmarginalizowanych, dostęp do wody w przestrzeni publicznej oraz sprawę upowszechniania zwyczaju picia „wody z kranu”.

#wiemcopije – pij wodę z kranu

Grupy wrażliwe i zmarginalizowane.

Jeśli chodzi o dostęp do wody dla grup zmarginalizowanych, chodzi tutaj przede wszystkim o populacje wiodące koczowniczy, bądź półkoczowniczy tryb życia. Przykładem takich społeczności są Romowie. Również z pewnością do takich osób należą osoby bezdomne, czy też osoby rozlokowane w tak zwanych obozach dla uchodźców. Oczywiście można domniemywać czy pod pojęciem: „zapewnienie dostępu” należy rozumieć tylko i wyłącznie tak zwane podciągnięcie rurki na podwórko, czy też chodzi o zapewnienie dostaw wody tą „rurką” i ich finansowanie. A jeśli tak, to kto to ma zapłacić? Państwo, miasto, organizacje charytatywne, czy dostawcy (producenci) wody? Wbrew pozorom sytuacja nie jest rozstrzygnięta na etapie Dyrektywy i będzie zależała od sposobu transpozycji jej wymagań do ustawodawstwa danego kraju. Odpowiedź na te dylematy z pewnością poznamy w perspektywie następnych dwóch lat. Zresztą z tym tematem wiąże się jeszcze więcej innych dylematów natury technicznej. Załóżmy, że już wiemy, kto sfinansuje akcję i zapewni dostawy wody, ale jak to zrobić w kontekście na przykład bezdomnych? Ktoś powie: no jak to, przecież wystarczy postawić gdzieś kran i te osoby będą sobie przychodziły naczerpać wody. Ale jak zabezpieczyć taki kran przed mrozem? A jeśli ktoś ten kran w jakiś sposób zanieczyści, „obsprejuje” lub wyrwie? Sprawa w praktyce nie będzie prosta.

Dostęp do wody w przestrzeniach publicznych.

Drugim, być może już troszkę technicznie łatwiejszym zagadnieniem podejmowanym w kontekście artykułu 16 i dostępu do wody są tak zwane urządzenia „umożliwiające pobór wody w przestrzeniach publicznych”. Dyrektywa wspomina również, że takie urządzenia mają być wewnątrz i na zewnątrz budynków, ale zaznaczając równocześnie, że tam, gdzie to jest technicznie wykonalne. Czyli można rozumieć, że kraniki na zewnątrz nie będą czynne w okresie jesienno-zimowym. W przypadku urządzeń wewnątrz budynków sprawa już jest nieco prostsza, ale również wiele będzie zależało od ostatecznego kształtu legislacji krajowej, jak również pewnie i od praktycznego podejścia w danym przypadku. Każdy z nas zapewne niejednokrotnie spotkał się różnymi dystrybutorami wody stawianymi w szkołach, przychodniach, czy też innych budynkach tak zwanej użyteczności publicznej. Dobrze byłoby na tym etapie wypracować jakieś dobre praktyki użytkowania takich dystrybutorów, aby nie stały się one maszynami do namnażania mikroorganizmów w zastałej wewnątrz nich wodzie.

Upowszechnianie korzystania z wody z kranu.

Ostatnia kwestia związana z dostępem do wody jest chyba najmniej kontrowersyjna, ponieważ dotyczy w zasadzie tego co się już od dłuższego czasu dzieje, czyli do akcji upowszechniających wiedzę na temat picia wody i zachęcających do tego, aby czynić to poprzez odkręcanie kurka, a nie kupowanie butelek. Tutaj raczej pałeczka leży po stronie spółek i firm wodociągowych. Pytanie tylko, czy uda się również przekonać restauratorów, obiekty gastronomiczne i firmy cateringowe do popularyzacji (przesłania artykułu 16, punktu 2, litery d) tej idei. Jak wiemy ta branża aktualnie boryka się z innymi problemami, ale należy mieć nadzieję, że do momentu transpozycji czyli maksymalnie do 12 stycznia 2023 finalnie znowu zacznie funkcjonować normalnie.

c.d.n.

Related Posts